niedziela, 8 lipca 2018

Wypatrując (tego)... JEDNEGO

Ten... siedział pod drzewem, rosnącym w rejonie przystanku, z którego za chwilę miał odjechać mój autobus. Siedział... "po turecku". Wyglądał jakby czekał - tak jak pozostali, na jedyny autobus, który miał odjechać w najbliższym czasie. Siedział na trawie, blisko chodnika i mógłby się wtopić w grupę blisko stojących oczekujących, a jednak się wyróżniał... Nie wyglądem, ubrany był zwyczajnie - długie dżinsowe spodnie, koszulka polo w zbliżonym do spodni kolorze, i trampki. Pamiętam brodę, nie jakąś szczególną, w końcu zarost, sam w sobie, nie jest już dzisiaj elementem zaskoczenia.

Zaskoczeniem był fakt, że autobus nadjechał, pasażerowie wsiedli, a On - Ten Men... obserwując ze spokojem poruszenie ulicznego zamieszania, pozostał niewzruszony, tak jak siedział w swojej pozycji. 
Pod lipą, na której tegorocznej wiosny, para zakochanych(?) miejskich gołębi uwiła gniazd(k)o. 


niedziela, 24 czerwca 2018

Pani Lipa - łagodna i życzliwa, opiekuńcza, w kolejnej odsłonie pokazała mi zupełnie inną twarz.
Ta druga (przewrotnie/odwrotnie na pierwszej fotce) jest... hmm... zdecydowanie męska, bardziej sroga 
i dziwnie przenikliwa. Widzi więcej i patrzy... jakby głębiej. Trwa niestrudzenie. Od lat. Jedno i dwoje.


Oblicze Mocy i (nie)groźna mina czujnego obserwatora. 

niedziela, 17 czerwca 2018


Starego siedliska strzeże ogromna lipa. Dzisiaj pokazała mi twarz. Piękną, łagodną, spokojną.
Odwiedziłam też dobrą przyjaciółkę, wiekową brzozę, która rośnie przy łące i dochowała się maleństwa 
w postaci młodego głogu. Drzewa czują i mają pamięć - tak wiele widziały... Jeszcze nie potrafię z nimi rozmawiać (nieudolne zdjęcia nie oddają wszystkiego, co mogłam zaobserwować w bliskim kontakcie), 
ale wiem, że chcę się tego nauczyć. Mam wrażenie, że chciały się odkryć, porozumieć, podzielić energią, witalnością. Zachęcały, każde na swój sposób. A stara jabłonka strzeliła na 'do widzenia' nadąsaną minkę.
Właściwie poszłam tam po zapachy: lipy, jaśminu i tataraku. Nie zawiodłam się.  Ponadto, oszołomił mnie zapach skoszonej trawy - zapomniałam, jak pachną skoszone łąki - wybornie! uczta dla zmysłów!


piątek, 15 czerwca 2018

Nie war­to uciekać przed nieunik­nionym, gdyż wcześniej czy później tra­fia się 
w miej­sce, gdzie nieunik­nione właśnie przybyło i czeka. 
(Terry Pratchett)