niedziela, 17 czerwca 2018


Starego siedliska strzeże ogromna lipa. Dzisiaj pokazała mi twarz. Piękną, łagodną, spokojną.
Odwiedziłam też dobrą przyjaciółkę, wiekową brzozę, która rośnie przy łące i dochowała się maleństwa 
w postaci młodego głogu. Drzewa czują i mają pamięć - tak wiele widziały... Jeszcze nie potrafię z nimi rozmawiać (nieudolne zdjęcia nie oddają wszystkiego, co mogłam zaobserwować w bliskim kontakcie), 
ale wiem, że chcę się tego nauczyć. Mam wrażenie, że chciały się odkryć, porozumieć, podzielić energią, witalnością. Zachęcały, każde na swój sposób. A stara jabłonka strzeliła na 'do widzenia' nadąsaną minkę.
Właściwie poszłam tam po zapachy: lipy, jaśminu i tataraku. Nie zawiodłam się.  Ponadto, oszołomił mnie zapach skoszonej trawy - zapomniałam, jak pachną skoszone łąki - wybornie! uczta dla zmysłów!


wtorek, 12 czerwca 2018

Mnóstwo ludzi, a jednak (czasami) nikogo... więc szukam tego... JEDNEGO. 
Pewnego dnia... i wcale nie tak dawno,  wreszcie znalazłam. Z samego rana, w drodze do pracy, gdy beztrosko rozpromienione słońce zapowiadało pogodny dzień. Zauważyłam Człowieka, spokojnie leżącego pod drzewem na wielkim, zielonym, ładnie przystrzyżonym trawniku... leżącego na plecach, z rękoma pod głową, patrzącego w niebo poprzez poruszaną wiatrem, bogatą koronę młodego drzewa. A może to była grupka drzew - i mogły to być bzy. Zrobiłam "WoooW". Miałam wrażenie, że równie wielkie, zazdrośnie zadziwione "WoW", zrobił cały tłum ludzi ściśniętych w zatłoczonym autobusie. Mogłabym przysiąc, że wszyscy, łącznie ze mną, odwrócili głowy, spoglądając tęsknie przez nagrzane szyby pojazdu.

Po zapisaniu spostrzeżenia, pojawiła się we mnie myśl, że może (???), stworzę własny cykl blogowy, zatytułowany "Wypatrując (tego)... JEDNEGO". Jednego mgnienia, olśnienia, ucieszenia. Takiego... w którym znajdę to "coś".

Zaczęłam rozglądać się uważniej. Kolejny dzień znowu przyniósł niespodziankę. Tym razem przy asfaltowej drodze, przy wjeździe na skoszoną łąkę... leżał Człowiek, w dżinsowych spodniach, sportowej jasnoniebieskiej koszuli i ciemnoniebieskiej czapce z daszkiem, nasuniętej na oczy. Obok, w zasięgu ręki, polegiwał biały pakunek, drugą rękę miał założoną pod głowę...

I dzisiaj, znów to się stało. Przejeżdżając w pobliżu ogrodzonego wzniesienia, którego nigdy wcześniej nie zarejestrowałam, zauważyłam Człowieka... tym razem siedzącego na murku, pod drzewem rosnącym w narożniku oddzielonego ogrodzeniem terenu, po jego zewnętrznej stronie, prowadzącego... po minie sądząc, sympatyczną rozmowę telefoniczną. Zauważyłam, bo przy tym uśmiechał się cały. Wyraźnie poczułam tę jakże naturalną... nieskrywaną i nieskrępowaną radość. Za szybko to wszystko, za szybko mignęło... Jutro dokładniej obejrzę to miejsce. Jutro popatrzę na wszystko jeszcze raz.

poniedziałek, 11 czerwca 2018